PAWEŁ IV

Dodany przez: Jerzy Bieszczak
w pt., 14/09/2018 - 11:58

Jeśli prześledzimy żywot Gian Pietro Carafy, który jako papież przyjął imię Paweł IV, na myśl nasunie się pytanie o granice podłości ludzkiej. Przeżył on arcyintryganta Borgię i arcysadystę Farnesego i śmiałą tezę można postawić, że z obu zaczerpnął elementy, które uczyniły go tym, kim uczynił, choć nikt nie przypuszczał, że pod względem okrucieństwa zdoła prześcignąć tego ostatniego…

Urodził się 28 lipca 1476 roku w Capiglia Irvina, w prowincji Avellino. Od najmłodszych lat niczego mu nie brakowało, bowiem ojciec jego był zamożnym baronem i powierzył los swego syna Olibierowi Carafie, wpływowemu arcybiskupowi Neapolu. Już od młodego wieku naszego bohatera ciągnęło do sutanny , wuj Carafa nie musiał więc specjalnie wysilać się, by urobić swego bratanka. Co więcej, wprowadził Gian Pietra na dwór Aleksandra VI. Jednakże, nim jego kariera jako duchownego nabrała tempa, zabłysnął jako admirał floty papieskiej, który dał się mocno we znaki grasującym po Morzu Śródziemnym Turkom. Aleksander nie zapomniał mu tego i na krótko przed swoją śmiercią w 1503 roku mianował młodego Carafę na stanowisko protonotariusza apostolskiego. Niedługo później Carafa został biskupem Chieti. Szybko dał znać o sobie jego intelekt oraz zdolności lingwistyczne: władał biegle greką, łaciną i jidysz. Walory te sprawiły, iż w 1506 roku papież Juliusz II wysłał go z misją dyplomatyczną do Neapolu, aby przypomnieć tamtejszemu władcy pochodzenia hiszpańskiego o wasalnych zobowiązaniach względem Rzymu. Misja ta udała się tylko połowicznie, zaś niedosyt sprawił, iż przyszły papież do końca życia znienawidził Hiszpanów. Nie tylko za ich arogancję, ale nawet za sam fakt, iż bezczelnie stąpają po włoskiej ziemi. Od 1513 roku odbył liczne podróże, m.in. do Anglii oraz Flandrii, gdzie osobiście poznał Erazma z Rotterdamu. Wrócił do Rzymu bogatszy o wiedzę na temat europejskich dworów oraz nastrojów w nich panujących. Zadbał również o zawiązanie sojuszy, którymi w odpowiednim momencie potrafił się posiłkować.

Po koronacji Karola Habsburga na króla Hiszpanii w 1519 roku Carafa powrócił do Włoch z zamiarem rozprawienia się z heretykami i „luterańską zarazą”, która poczęła zagrażać jedności Kościoła. Miał mu w tym „dziele” pomóc Kajetan z Thiery, który mocą papieskiego brewe z 1524 roku powołał zakon teatynów. Miał on w założeniach przywrócić zasady moralne wczesnego chrześcijaństwa. Carafa musiał jednak na czas jakiś odwlec realizację swych planów, bowiem w 1527 roku wojska cesarskie złupiły Rzym. Zmusiło to naszego bohatera do szukania azylu, który to odnalazł na dworze weneckim. W opinii historyków zataczająca coraz szersze kręgi reformacja spędzała Carafie sen z powiek tym bardziej, iż „szkodliwej” idei uległa niemała część funkcjonariuszy Kościoła rzymskiego. Tak więc, po względnej stabilizacji politycznej mordercza machina inkwizycji rozkręciła swe tryby na dobre, miażdżąc swymi kołami kolejne ofiary. Warto wspomnieć, iż jednym z podejrzanych był sam Ignacy Loyola, którego ortodoksję poddawał Carafa w wątpliwość. Przekonał się ponadto Carafa iż walka z herezją może być sukcesywnie prowadzona tylko wtedy, kiedy uznany zostanie prymat papiestwa i odrzuci wszelkie próby porozumienia się z protestantami. Szkoda, bo według historyków istniał jeszcze cień szansy, pozwalający uniknąć spirali przemocy i rozlewowi krwi. Cień ten rozwiał sam Carafa, który w 1536 roku został członkiem gremium, mającym w zamierzeniu pomóc w „zdiagnozowaniu” chorób, które toczą papieski kościół i które to w konsekwencji doprowadziły do drugiego, po wschodniej schizmie podziału w organizmie Kościoła. Jednakże, dla tego zatwardziałego konserwatysty, samo dyskutowanie o problemach instytucji stanowiły istotną torturę.

22 XI 1536 roku został mianowany kardynałem. Zgromadził wokół swej osoby szereg zwolenników ortodoksji niechętnych podjęcia dialogu z frakcją, która nie tylko dopuszczała, ale i doceniała pobudki, jakimi kierowali się „odszczepieńcy”. Koniec końców, po roku komisja została rozwiązana, nie osiągnąwszy kompromisu. W 1541 roku Paweł III powołał Święte Oficjum, mordercze narzędzie przeznaczone do walki z heretykami, zaś Gian Pietro Carafa zdawał się być idealnym operatorem tejże machiny. Rozumie się samo przez, iż nominacja na głównego inkwizytora znacznie zwiększyła jego wpływy. Na ile - niech zaświadczy chociaż fakt, iż w 1549 roku zablokował nominację Anglika Reginalda Pole na papieża. Gwoli wyjaśnienia, Pole przewodził proreformatorskiej frakcji podczas obrad komisji powołanej 13 lat wcześniej. Siła Carafy zdawał a się przerażać samego papieża, Juliusza III, któremu to Carafa przedstawił raport ze swego dochodzenia w sprawie kardynała Marone - drugiego po Pole’u stronnika frakcji proreformatorskiej. Przyczynił się do wyboru w 1555 roku Marcelego I na papieża, który władał Kościołem ledwie miesiąc - zmarł najprawdopodobniej otruty. Po jego śmierci, 23 maja 1555 roku papieżem został nasz bohater, przyjmując imię Pawła IV. Szybko po swej nominacji dał światu do zrozumienia, iż nie zależy mu na dialogu z luteranami. Co więcej, jeszcze mocniej „przykręcił śrubę” machinie inkwizycyjnej, zwiększając skład jej komisji oraz poszerzając zakres jej władzy. Jego pontyfikat dał się we znaki niemal wszystkim, także Żydom, których to obłożył kolejnymi nakazami i zakazami. I nie chodziło jedynie o gminy rzymskie. Paweł IV nie do końca był przekonany co do rzeczywistego nawrócenia portugalskich maronów na jedynie słuszną wiarę. Dopiero w sytuacji, kiedy wschodnie wspólnoty judaistyczne poczęły bojkotować ważne szlaki handlowe, w wyniku czego papieski skarbiec począł pokazywać dno, spuścił nieco z tonu. Nie gasły też stosy ani kotły wypełnione wrzącą terpentyną, w której „gotowali się” przeciwnicy jego własnej osoby. Pośród nich był krnąbrny student Pomponio Algerio, który zakwestionował władzę zwierzchnią papieża uznając, i jedynym władcą Kościoła jest Chrystus. Mimo wszelkich chęci, papież nie sprawował władzy absolutnej. Król Karol V podpisał 25 sierpnia 1555 roku pokój w Augsburgu, na którą to uroczystość nie zaproszono przedstawicieli papieża, zaś niemieccy książęta wygłosili formułę „cuius regio, eius religio”. Papież robił, co mógł: nie uznał abdykacji Karola na rzec syna Filipa II oraz Ferdynanda I Habsburga na następcę tronu cesarskiego. Uznał to za potwarz, że sprawy takiego kalibru dzieją się bez jego wpływu i zgody. Począł więc snuć plany osobistej wendetty, jednoczenie coraz bardziej popadając w odosobnienie. Jedynie swemu bratankowi, Carlo Carafie, którego w 1555 roku uczynił kardynałem, bezgranicznie ufał. Jak błędna była to „lokata”, pokazały następne lata obfitujące w dramatyczne wydarzenia. Chcąc zagarnąć jak najwięcej ziem na Półwyspie Apenińskim, Carlo wykorzystał pewien incydent z dwoma francuskimi galerami w porcie Civitavecchia, które zarekwirował cesarski poseł Carlo Sforza. Carlo Carafa przekonał stryja, że za spiskiem tym stał ród Sforzów i Habsburgowie, autorem zaś kardynał Guido Ascanio Sforza, który za karę wylądował w lochu. Stronnicy cesarza w purpuraci pozbawieni zostali beneficjów, które ród Carafów rozdzielił między siebie.

Ponadto Paweł IV zawarł sojusz z Francuzami, którzy obiecali dostarczyć kontyngent wojskowy niezbędny do obrony Rzymu przed Hiszpanami. Ci zaś, w odpowiedzi wysłali do Włoch armię, którą dowodził bezwzględny Ferdynand Alvarez de Toledo. Pobił on pod Saint Quentin Francuzów i stanął pod murami Wiecznego Miasta. Tylko udanym mediacjom ze strony Wenecjan zdołano uniknąć rozlewowi krwi. Obyło się to jednak również ustępstwom ze strony papieża. Uznał on Filipa II za prawowitego sukcesora do tronu cesarskiego. Jednocześnie zmuszony został do zerwania w 1557 roku przymierza z Francją. Dwa lata później papiestwo straciło również zwierzchnictwo nad Anglią, nad którą władzę objęła po krwawej Mary Elżbieta z dynastii Tudorów. Jakby tego było mało, znany nam Carlo, jak i jego brat Giovanni dopuszczali się niecnych czynów, z których homoseksualizm, będący w oczach papieża niegodziwością, był najczęstszym wobec nich zarzutem. I to wszystko działo się w okresie, gdy sny o potędze wyciekały Carafie niczym woda przez palce.

  1. w polityce oraz zawód, jakiego doczekał ze strony najbliższych sprawi, że Carafa powrócił do tego, co przychodziło mu najlepiej. W 1559 roku ogłosił (nie)sławny Indeks Ksiąg Zakazanych. Trzeba zaznaczyć, iż nie była to pierwszy tego typu cenzorski wykaz. Rok wcześniej ustalił katalog ksiąg heretyckich poprzedzony indeksami, które miały jednak zasięg jedynie lokalny. Indeks, na listę którego kolejne woluminy dopisywali funkcjonariusze Świętego Oficjum w szybkim tempie „wzbogacał się” o kolejne pozycje, m.in. dzieła Boccaccia, Erazma, Machiavellego czy Savonaroli, jak i Kopernika. Mało tego, dopiero w XVIII wieku zniesiono zakaz posiadania Biblii w języku ojczystym. Dzień 18 sierpnia 1559 roku cała Europa przywitała z radością i nadzieją. Tego bowiem dnia, Carafa wydał ostatnie tchnienie. Na tę wieść sponiewierany rządami Pawła IV lud Rzymu w przypływie wściekłości rozbił pomnik tego sadysty i wrzucił do Tybru. Następnie wdarł się do siedziby rzymskiej inkwizycji, którą doszczętnie zdemolował, zaś jej sadystycznych funkcjonariuszy dotkliwie pobił. Psychopatyczni braciszkowie mogli przekonać się na własnej skórze, jak to jest być choćby podejrzanym o herezję. Co zaś tyczy się indeksu ksiąg zakazanych, zniesiono go dopiero w… 1966 roku. W przeciwieństwie do wielu dzieł piętnujących wynaturzenia Kościoła, jak i tych poszerzających wiedzę, na indeksie nigdy nie znalazło się „dzieło” Hitlera. Fakt ten uświadamia nam, ż zarówno autor indeksu, jak i autor, który swe chore rojenia przelał na papier, byli zagorzałymi antysemitami oraz przywódcami dwóch totalitarnych ustrojów, które miały ze sobą dużo punktów wspólnych, co prawie 500 latach stanie się tak oczywiste.

Marcin Kołodziej

Giuseppe Staffa: Zbrodnie Kościoła. Złoczyńcy ze znakiem krzyża. Warszawa 2014.

Robert A. Haasler: Zabójcy Boga. Katowice 2002.

Nigel Cawthorne: Życie seksualne papieży. Katowice 2000.