Szułdrzyński: Niepotrzebny list biskupów

Dodany przez: Malgorzata Szyler
w wt., 30/10/2018 - 18:28

Szułdrzyński: Niepotrzebny list biskupów

 

Fotorzepa/Waldemar Kompała

Michał Szułdrzyński

Dokument przygotowany przez episkopat to wielki prezent ofiarowany przez hierarchów krytykom Kościoła. Da powód do oskarżeń o brak wizji i powielanie stereotypu Polaka-Katolika.

Nie tylko nasi politycy nie mają szczęścia do tegorocznych obchodów Święta Niepodległości. Niestety również list pasterski Episkopatu Polski z okazji 100 Rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości, który ma być odczytany w kościołach w najbliższą niedzielę, nie jest – by nazwać to oględnie – najwyższym dziełem sztuki epistolarnej. Z listu wynika bowiem, że na tak ważne święto biskupi nie mają Polakom zupełnie nic ciekawego do zaproponowania, poza przypomnieniem rozprawki o historii i moralności, nie mają żadnej wizji atrakcyjnej dla ludzi żyjących w pierwszej połowie XXI wieku. W dodatku kilka fragmentów listu jest na tyle nieszczęśliwie sformułowanych, że może stać się łatwym celem ataków ze strony środowisk Kościołowi nieprzychylnych. 

Zaskoczenie jest tym większe, że rok temu polscy biskupi wydali bardzo dobry i inspirujący dokument pod tytułem „Chrześcijański kształt patriotyzmu”, w którym odnieśli się m.in. do głębokiego podziału politycznego w Polsce i podkreślili jak katolik powinien się zachowywać w życiu publicznym.

List na 11 listopada to pierwszy tej rangi głos Kościoła po wyborach, po premierze filmu "Kler", a także po Synodzie w Watykanie poświęconym młodym. I tym większe stanowi rozczarowanie, ponieważ nie tylko jest bardzo głęboko zanurzony w przeszłości, ale rodzi niepokój, że o teraźniejszości biskupi mają niewiele do powiedzenia. Jeśli przy tak napiętej sytuacji międzynarodowej i tak silnej polaryzacji społecznej, w ogniu sporu o sądownictwo biskupi ostrzegają przed złem, jakie niesie ze sobą: „alkohol, narkotyki, pornografia, zagrożenia płynące z internetu, hazard, itd.”, mam wrażenie, że dość rozmijają się z rzeczywistością. Owszem, zagrożeń moralnych nie można ignorować.

Oczywiście jest rolą Kościoła nauczanie moralności, oczywiście alkoholizm, narkomania, uzależnienia od pornografii czy internetu to coś złego, z czym należy walczyć. Ale czy rzeczywiście do tego można sprowadzić problemy Polski? Czym innym jest bowiem perspektywa duszpasterska i katechetyczna, a czym innym spojrzenie na losy Polski z perspektywy ostatniego stulecia. Czy to rzeczywiście wszystko, co mają do powiedzenia biskupi na to święto?

„Odstępowanie od wiary katolickiej i chrześcijańskich zasad jako podstawy życia rodzinnego, narodowego i funkcjonowania państwa, to najpoważniejsze z zagrożeń, które doprowadziły już raz w przeszłości do upadku Rzeczypospolitej” – ostrzegają biskupi. To zdanie to clou tego dokumentu i jest podwójnie niebezpieczne. Polska upadała w XVIII wieku nie dlatego, że odchodziła od wiary katolickiej, ale dlatego, że Polacy nie potrafili zbudować sprawnego państwa, które zapewniłoby bezpieczeństwo swym obywatelom. Dlatego też trudno mi dziś uznać, że najpoważniejszym problemem, przed którym stoi nasza ojczyzna to „odstępowanie od wiary katolickiej”.

Poza tym krytycy Kościoła mogą podnieść argument, że list sugeruje, że ci, którzy nie są katolikami nie są Polakami, albo przynajmniej Polakami pierwszego sortu. List, co prawda wspomina o tym, że o polskość walczyli też protestanci na Warmii, Mazurach i Śląsku Cieszyńskim, ale jeśli ktoś będzie chciał twierdzić, że biskupi – wbrew Janowi Pawłowi II, którego zresztą w liście sprowadzono wyłącznie do znawcy okresu romantyzmu – pomniejszają rolę Polaków innych wyznań lub tych całkiem niewierzących, będzie miał dzięki listowi łatwiejsze zadanie.

Szczerze mówiąc, lepiej by tego listu w ogóle nie było, niż by głos Kościoła na stulecie niepodległości brzmiał w ten właśnie sposób. Cała nadzieja w tym, że nie będzie to ostatni komunikat ze strony naszych biskupów na Święto Niepodległości i różne homilie i wystąpienia zachwycą głębią swych przemyśleń na temat polskości, wolności.