Episkopat przeprasza za pedofilię w Kościele i… tyle. Ani słowa o winie biskupów i odszkodowaniach

Dodany przez: Malgorzata Szyler
w wt., 20/11/2018 - 13:04

 Sebastian Klauziński 20 listopada 2018

 

Episkopat przeprasza za pedofilię w Kościele i… tyle. Ani słowa o winie biskupów i odszkodowaniach

 

Stanowisko episkopatu w sprawie pedofilii w polskim Kościele to zagranie PR-owe. Biskupi potępiają sprawców i przepraszają ofiary, ale nie ma nic o odpowiedzialności hierarchów, zadośćuczynieniu i nieprzestrzeganiu własnych wytycznych

„Przepraszamy Boga, ofiary wykorzystania, ich rodziny i wspólnotę Kościoła za wszystkie krzywdy wyrządzone dzieciom i ludziom młodym oraz ich bliskim przez duchownych ” – piszą polscy biskupi w stanowisku wydanym 19 listopada 2018 przez Konferencji Episkopatu Polski.

„Stanowisko KEP w sprawie wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez niektórych duchownych” to jeden z dokumentów, których publikację zapowiedział we wrześniu prymas Polski, abp Wojciech Polak. Prymas zapowiadając wtedy dokument mówił, że ma on służyć komunikacji z wiernymi, w czym – jak przyznawał – polski Kościół „jest słaby”. „Nie potrafimy o tym [pedofilii w Kościele] mówić społeczeństwu w pełny sposób” – mówił prymas.

Rzeczywiście, Stanowisko KEP to podsumowanie tego, co polski Kościół robił do tej pory (lub raczej co deklarował) w sprawie pedofilii.

Episkopat przeprasza za księży pedofilów i po raz pierwszy wprost apeluje do ofiar, żeby te „zgłaszały doznaną krzywdę do przełożonych kościelnych oraz do odpowiednich organów państwowych”.

To tyle, jeśli chodzi o nowości. Publikacja dokumentu jest raczej zabiegiem PR-owym. Wrześniowa zapowiedź publikacji Stanowiska KEP miała być odpowiedzią na dwa trudne dla polskiego Kościoła wydarzenia: premiery filmu „Kler” oraz prezentacji przez Fundację „Nie Lękajcie Się” mapy kościelnej pedofili w Polsce. 

 

Episkopat chwali się w Stanowisku, jakie mechanizmy wypracował, żeby walczyć z pedofilami w swoich szeregach. Tyle tylko, że to nic nowego. Wytyczne dotyczące postępowań w przypadkach wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych obowiązują w polskim Kościele co najmniej od czterech lat.

Pierwsze Wytyczne KEP opublikował w 2009 roku. Przez kolejne sześć lat były aktualizowane przez KEP i poprawiane przez Watykan. Ostateczna wersja zaakceptowana przez Stolicę Apostolską obowiązuje od 2015 roku.

O biskupach i odszkodowaniach cicho sza

KEP dosyć mętnie powołuje się w Stanowisku z 19 listopada na kilka zapisów z Wytycznych. Odnosi się jednak do teorii, a nie do tego, jak Wytyczne są egzekwowane w praktyce. Poniżej opisujemy manipulacje w Stanowisku KEP i to, czego w nim zabrakło:

  • „W ścisłej jedności z papieżami Benedyktem XVI i Franciszkiem zostały opracowane zasady reagowania na zło. Każdy sygnał o ewentualnych czynach przestępczych jest obejmowany dochodzeniem wstępnym, a w przypadku potwierdzenia ich prawdopodobieństwa informowana jest Stolica Apostolska i prokuratura”.

Po pierwsze, obowiązek informowania Watykanu nałożył na biskupów jeszcze Jan Paweł II w 2001 roku. Zgodnie z wydanymi przez niego normami postępowania dot. przestępstw seksualnych księży, jeśli biskup „dowie się chociażby o prawdopodobieństwie grzechu zastrzeżonego” musi zgłosić sprawę do Watykanu, dokładnie do Kongregacji Nauki Wiary. Dlaczego zatem w Stanowisku jest mowa dopiero o papieżach Benedykcie i Franciszku?

Po drugie, stwierdzenie, że „każdy sygnał o ewentualnych czynach przestępczych jest obejmowany dochodzeniem wstępnym” nie jest prawdą. Nawet jeśli przyjąć – jak pisze KEP – okres od Benedykta XVI, czyli od 2005 r. Od tego czasu media opisywały wiele przypadków księży pedofilii, w sprawie których biskupi nie przeprowadzili dochodzenia wstępnego i/lub nie powiadomili Watykanu.

Po trzecie, ze świecą można szukać przypadku, żeby biskup z własnej woli sam zgłosił swojego księdza  do prokuratury. Zgodnie z nowelizacją Kodeksu karnego z lipca 2017 roku biskupi, tak jak wszyscy obywatele, mają prawny obowiązek zgłaszania do organów ścigania przypadków wykorzystania seksualnego małoletnich pod groźbą kary pozbawienia wolności. Nie jest to jednak zasługa wytycznych episkopatu, ale zmian w prawie;

  • „W każdej diecezji i w wielu prowincjach zakonnych został wyznaczony delegat, który został odpowiednio przeszkolony przez działające od 2014 roku Centrum Ochrony Dziecka i jest upoważniony do przyjmowania zgłoszeń o wykorzystaniu seksualnym małoletnich przez osobę duchowną”.

Tutaj także praktyka idzie daleko za teorią. To prawda, że tacy delegaci zostali powołani. Problem w tym, że – jak sprawdzili dziennikarze „Tygodnika Powszechnego” – prawie połowa diecezji nie podaje na stronach internetowych numerów telefonów do delegatów. Czyli delegaci są, ale ofiary nie mogą się z nimi bezpośrednio skontaktować. Poza tym w trzech diecezjach funkcję delegatów pełnią… rzecznicy prasowi kurii. Dziennikarze „TP” opisywali także przypadki, kiedy delegaci w ogóle nie byli przygotowani do przyjęcia zgłoszenia, np. odbierali je słowami: „A co tam się dzieje?”.

  • Ani słowa o winie biskupów. KEP dosadnie pisze tylko o i do sprawców. Czytamy, że księża pedofile „zbezcześcili świętość sakramentu święceń”, „zdradzili niewinnych młodych ludzi”. KEP apeluje do nich: „uznajcie otwarcie waszą winę, spełnijcie wymogi sprawiedliwości”.

A co z biskupami? W sprawie pedofilii w Kościele, nie tylko polskim, chodzi  przede wszystkim o to, że hierarchowie Kościoła przez dziesiątki lat ukrywali, przenosili i chronili księży pedofilów. Stanowisko odnosi się do wizji rzeczywistości, którą od dawna Kościół stara się narzucić opinii publicznej – w Kościele, tak jak i w innych instytucjach (słynne porównanie do kilku zgniłych jabłek w skrzynce), zdarzają się pedofile.

  • Ani słowa o odszkodowaniach. W Stanowisku biskupi wzywają do „wzmożonej modlitwy i pokuty w intencji ofiar” wspominają o tym, że delegaci mają pomóc ofierze w „otrzymaniu wsparcia psychologicznego, prawnego i duszpasterskiego” i… tyle. Abp Wojciech Polak komentując Stanowisko stwierdził jedynie, że „Kościół obraca się w ramach polskiego prawa i jeśli sąd nakaże materialne zadośćuczynienie, to Kościół się z tego wywiąże”. Czyli żadnej woli Kościoła do zadośćuczynienia ofiarom jak nie było, tak nie ma.

Wcześniej prymas Polak w wywiadzie-rzecze udzielonym Markowi Zającowi („Kościół katoludzki  Rozmowy o życiu z Ewangelią”, WAM 2018), stwierdził, że „Polski system prawny nie przewiduje odpowiedzialności kościelnych instytucji za czyny konkretnych duchownych”. W podobnym tonie wypowiadał się abp Józef Michalik i Ks. Józef Kloch, jeszcze jako rzecznik prasowy KEP.

Tymczasem zadośćuczynienie dla ofiar to jedna z najbardziej fundamentalnych spraw. Jak pisaliśmy, Kościoły w Europie Zachodniej, USA, Australii już dawno doszły do tego, że Kościół zachowa wiarygodność tylko wtedy, gdy wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom pokrzywdzonych i zacznie wypłacać odszkodowania. Polski Kościół broni się przed tym rękami i nogami.

Niedawno głośno było o milionie złotych zadośćuczynienia, które sąd przyznał 24-letniej Katarzynie,  w dzieciństwie  przez rok więzionej i gwałconej przez księdza z Towarzystwa Chrystusowego. Był to pierwszy wyrok w historii Polski, który uznaje winę Kościoła jako instytucji. Wcześniej w innej sprawie doszło do ugody między ofiarą o Kościołem, w wyniku której ofiara dostała pieniądze w ramach „pomocy chrześcijańskiej”.

Biskupi sami ujawnią księży pedofilów?

Jak pisaliśmy wyżej, prymas Polak we wrześniu zapowiedział opublikowanie stanowiska. Oprócz tego zapowiedział także, że:

episkopat przygotuje raport pokazujący skalę nadużyć seksualnych duchownych wobec dzieci i młodzieży.

Tak naprawdę to ten dokument byłby najbardziej przełomowy. Kiedy ma się ukazać? Mówił o tym w połowie listopada o. Adam Żak, koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy KEP. Dane o księżach pedofilach mają być zebrane w każdej diecezji do końca listopada. Niewykluczone jednak – jak mówił o. Żak – że niektóre diecezje nie wyrobią się w tym terminie. Potem dane ze wszystkich diecezji mają zostać opracowane i opublikowane przez „wyspecjalizowany ośrodek statystyczny”. Termin publikacji? Pierwsza połowa 2019 roku.

Byłaby to pierwsza w historii publikacja, w której sami biskupi ujawniliby skalę pedofilii w polskim Kościele.

Dotychczasowe działania polskich biskupów dają podstawy do tego, żeby wątpić, że taki raport w ogóle powstanie:

  • pierwszy raport dot. pedofilii w polskim Kościele miał powstać już 4 lata temu. Tzw. „Biała Księga” była głośno zapowiadana w 2014 roku. Miała zawierać „pierwsze statystyki pedofilii wśród polskich księży oraz opis obowiązujących w polskim Kościele procedur”. Minęły cztery lata, a księgi dalej nie ma;
  • o. Żak postulował stworzenie rejestru księży i zakonników oskarżanych i skazanych za wykorzystywanie małoletnich. Bezskutecznie. O. Żak chciał wprowadzenia dla biskupów obowiązku zgłaszania KEP spraw, w których po wniesieniu oskarżenia o wykorzystanie seksualne małoletniego przez duchownego wszczęto dochodzenie wstępne. Znów nic z tego nie wyszło, opór biskupów okazał się zbyt duży;
  • każdy ksiądz ma w swojej diecezji teczkę. Wgląd do tych teczek dałby prawdziwy obraz skali pedofilii w każdej diecezji. Ale zgodę na to musi wydać biskup. KEP – jak mówił o. Żak – to tylko luźna federacja i ma tyle obowiązków i uprawnień, ile zapisano w jej statutach. Biskupi diecezjalni mają z kolei bardzo dużą autonomię, podlegają bezpośrednio Watykanowi. Nie można ich zatem zmusić, żeby ujawnili wszystko co wiedzą o przypadkach pedofilii w swoich diecezjach;
  • w 2016 roku Marcin Wójcik z „Gazety Wyborczej” zapytał wszystkie 41 diecezji o liczbę przypadków pedofilii od 1990 roku.  Diecezje, które odpisały, odpowiadały, że nie prowadzą takich statystyk, nie podejmowały badań, nie mają takich informacji. Wójcik wysłał też pytania do Kongregacji Nauki Wiary, do której polscy biskupi powinni zgłaszać takie przypadki. Nie dostał żadnej odpowiedzi.